When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

15 marca 2026

połowa marca

 chwała Bogu. Właśnie skończyłam sprawdzać ostatnią w życiu maturę próbną w klasie 4 (i tak, jestem załamana - mam wrażenie, że niektórzy maturzyści piszą tak, jakby uważali, że do wysokiej komisji wystarczy się ładnie uśmiechnąć, zatrzepotać rzęsami, a punktu same wlecą). Czeka mnie jeszcze jedna matura rozszerzona w klasie 3, ale to w najbliższych tygodniach. Dziś znowu brakuje mi doby (i sił) - ilość pracy, jaką muszę wykonać w sobotoniedzielę naprawdę mnie przerasta. Szabat nie szabat, niedziela nie niedziela. Ani na żyda się nie nadaję, ani na chrześcijanina. 

Może jak pójdę na emeryturę, będę mieć więcej czasu na pracę na tygodniu i nie będę musiała pracować w łikend, no ok, nie będę musiała pracować w niedziele. W soboty raczej będę. Musiała. Dziś po mszy z mamą pobiegłam (z mamą) na autobus na cmentarz, ogarnęłam wstępnie rodzinne groby, wróciłyśmy autobusem, potem gotowanie obiadu, potem siadłam do upierdliwości profesjonalnych - i tym sposobem mamy 20.00 na zegarku, a mnie jeszcze czeka kolacja, położenie mamy spać i jeszcze prasowanie, bo jutro nie będę mieć co do pracy na d włożyć. 

To ja lecę. 

8 komentarzy:

  1. Z głębokim (jak zawsze ) podziwem dla Ciebie spróbuję Cię trochę ;) pocieszyć :)) - na emeryturze w zasadzie nie ma już pracy ;) ale nadal jest w huk roboty ;D. A nawet jakby więcej. Jednak (tak jest dla mnie) inaczej układa się w czasie ta robota , mam wrażenie, że zgrabniej się mieści. I daje poczucie, że to nie czas mnie goni tylko jakoś ja ten czas doganiam ;). I to wspaniałe uczucie w ogrodzie - "ach! dziś nie zdążyłam to jutro od świtu nadrobię " zamiast - " ehh, znowu cały tydzień trzeba czekać a tu może lać... albo co... :( ".
    Względem podejścia do punktów co same wpadają (na maturach) to to się chyba udaje, tak sądzę z tego co opowiada mi
    moja koleżanka po egzaminach wstępnych na studia oraz o ciągu pracy dalszej ze studentami...... Też od paru lat marzy o emeryturze ........
    Dobrego tygodnia IV Tygodnia !!
    Iwona
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czemu się podwoiłam %( chyba z zagapienia ;) - nadal jestem jedna .
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem serwer ma czkawkę i wysyła dwa razy.
      Mam nadzieję, że na emeryturze będzie mniej roboty na termin, zaczynania na godzinę, kończenia do godziny.
      A mnie ciągle fffkurza jak rozkoszny dziewiętnastolatek lub urocza dziewiętnastolatka z wiedzą poniżej zera absolutnego (tak tak, takie cuda fizyki) znacząco mruga oczkami, poprawia fryzurę i słodkim głosikiem pyta, czy na pewno nic się nie da zrobić. Gdybym miała rewolwer... :P No ale na szczęście mam jedynki.
      A ci studenci to przecież właśnie z takich maturzystów się biorą, bo skąd.

      Usuń
    2. Moja koleżanka ma teorię, że szkoły chcą się ich pozbyć i dają te maturalne punkty za mruganie oczkami ;) :P
      Iwona

      Usuń
    3. e, nie, jak szkoła chce się pozbyć, to daje maturzyście jedną poprawkę (jedna jedynka na koniec) żeby nie mógł do matury podejść (po co ma statystyki zaniżać), a na egzaminie poprawkowym zadaje się pytanie "jak się nazywasz". Szkolę skończy, matury nie ma.

      Usuń
    4. A tego nie wiedziałam :D :D ! Świetne :P !
      Iwona

      Usuń
  3. I jeszcze miałam napisać pod poprzednim postem (ale jakoś przeleciało), że bardzo zazdroszczę Ci przylaszczek. W moich okolicach nie rosną, w ogrodzie próbowałam ale nie chciały :(.
    Iwona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas rosną, ale nie wszędzie. Na moich ukochanych wąwozach są.

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.