When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

07 lutego 2026

apetyt na wiosnę, roztopy i babskie czytadła

 czyli zaczynam poważną konsumpcję kiełków



Jeeeeeejjjj jakie to jest smaczne.... :))))

Apetyt na wiosnę zaspokajam też w sferze kwiatowej, zachęcona przez Agaję i roztopy. Wprawdzie z przekonaniem, że jak przyjdą przymrozki, będę musiała skrzynki wnosić do domu - ale zainwestowałam w prymulki. Moja zaprzyjaźniona sieciówka w promocji zaoferowała mi 10 prymulek za 11 złotych - no i przepadło. 



Te na górze stoją u mnie, te na dole - u mamy. U mamy wszystkie już kwitną, wśród moich będą dwie niespodzianki kolorystyczne.

A o roztopach pisząc - już trzecia doba powyżej zera, spod śniegu zaczyna wyglądać trawa (i śmiecie), i wszystko jest szarobure i mokre.

Wzięłam dziś mamę na spacer i orzekła, że to nie jest dobra pogoda na przechadzki. A wzięłam ją, bo już nie mogła w domu wysiedzieć. 

A zatem głównie siedzimy w domu, nadrabiamy wszelakie zaległości, w tym malunkowe


i czytelnicze. 
Z serii "babskie czytadła" kolejny, 11 już tom Rodziewiczówny: "Na fali".


Tom bez mojej ulubionej linii tematycznej i bez wschodniego umiejscowienia. Opowieść o utracie ideałów i o tym, że ideały nie powinny być nadmiernie wyidealizowane, bo skończy się jak skończy. Głównym bohaterem jest całe życie nieszczęśliwie zakochany (i nieszczęśliwie ożeniony) Józef, postać dość blada i tym tylko zaskakująca czytelnika, że to nie on popełnia samobójstwo w trakcie akcji. :P Blado wypada także niespełniona miłość Józia, dziewczę żyjące poszukiwaniem wszelakich - także miłostkowych - wrażeń, a mimo to na tytułowej fali świetnie się unoszące do samego końca powieści i bodajże potem też. Natomiast świetnie zarysowane są dwie inne postaci, sknerowato skąpe małżeństwo właścicieli pewnego młyna.

No ale właśnie - tytułowa fala.



Po pierwsze: jest życiową falą, płaszczyzną, na której utrzymać się należy, żeby nie wpaść pod wodę i nie zakończyć nędznego żywota szybciej niż by należało, i w większej nędzy niż to wygodne. Po drugie, fala jest powierzchnią, na której się pisze to, co szybko znika. Symbolem niestałości, niepewności, zmienności i w końcu klęski. Jak los. Jak ludzkie życie. Jak kobieta.

A to już przecież Dawid w Psalmach śpiewał, że na człowieku nie ma co polegać. A Budka Suflera chyba? duuużo później doprecyzowała, żeby nie wierzyć nigdy kobiecie. :P. I ten sam morał - pomiędzy dawnym prorokiem a współczesnym rockowym zespołem - niezwykle dobitnie przekazuje Rodziewiczówna. 

Więc pewnie coś w tym jest.

2 komentarze:

  1. Parasole wyglądają coraz bardziej obiecująco. Prymulki, powiadasz
    Twoje streszczenia pani R. są intrygujące przyznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Parasole mam ambicję skończyć do ferii, czyli do końca tego tygodnia.
      Prymulki, powiadam, już musiałam schować do środka do domu, bo w nocy był mróz. Teraz jest lekko na plusie, ale w nocy znowu minus, więc stoją w środku. I rozmawiam z nimi :) nieustannie.
      Bo ja mimo wszystko lubię panią R.

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.