When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

01 czerwca 2026

muszę się wypyszczyć

 od kilku dni mama ma to, co nazywam górką. Najchętniej by wyjechała na mnie z mordą (i powiedziała, że to wszystko moja wina - co nb już i tak powiedziała), tyle że nie daję jej ani śladu pretekstu. Ale już mam dość i lada chwila pęknę. Dlatego po prostu muszę, muszę się tu wypyszczyć. 

Bo się czepiam i kontroluję, ile mama je, i ciągle gadam, że je za mało, i to jest moja wina. A dziś to w ogóle nie wiem, za co, chyba za to, że coś ją boli? W każdym razie jestem niedobra, że nie powiem zła, nie spełniam oczekiwań, powinnam zawsze i wszystko więcej, dłużej, lepiej, bardziej nabożnie i przede wszystkim bardziej klerykalnie. :P 

Ugotowałam obiad na dziś i na jutro (mama oczywiście nie chciała jeść, bo "dopiero jadła", a poza tym po co już dziś kupiłam botwinkę _dopiero_ na jutro? Bo jutro pół dnia jestem w pracy i gdybym o 13.30 przyszła do domu z surową botwinką, to obiad by był na 15.00 i nie chciałabyś jeść, bo już za późno. A tak to możesz ugotować przed południem, kiedy ja będę w pracy. Okazało się, że nie może - i ja ugotowałam dziś. Na jutro. Mea maxima culpa.)

I do tego dziś jest dzień dziecka. Prawda? Nie wiem, może mama się zorientuje za parę dni, że jednak był. I da mi stówę albo dwie, a ja to odbiorę jako "idź do sklepu i wypchaj się". Na cholerę mi te stówy. 

Całą nadzieja, że górka minie i znowu będzie parę miesięcy świętego spokoju. Ale obawiam się, że wcześniej będzie megaawantura i nie da się tego uniknąć. 

2 komentarze:

  1. No i dobrze, że masz się gdzie wypyszczyć.
    I całe szczęście, że nie jesteś bardziej klerykalna, mam nadzieję, że to Ci się nie zmieni.
    Ode mnie wszystkiego najlepszego na dzień dziecka, bo czemu nie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog jest częścią zaleceń z dawnej psychoterapii. Jako alternatywa było: postaw kwiatka w doniczce na biurku i do niego krzycz. :P Chyba wolę bloga.
      Klerykalna to już byłam, nabożna chyba nigdy, z trojga tych to naprawdę wolę być wierząca.
      Dziękuję.

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.