od kilku dni mama ma to, co nazywam górką. Najchętniej by wyjechała na mnie z mordą (i powiedziała, że to wszystko moja wina - co nb już i tak powiedziała), tyle że nie daję jej ani śladu pretekstu. Ale już mam dość i lada chwila pęknę. Dlatego po prostu muszę, muszę się tu wypyszczyć.
Bo się czepiam i kontroluję, ile mama je, i ciągle gadam, że je za mało, i to jest moja wina. A dziś to w ogóle nie wiem, za co, chyba za to, że coś ją boli? W każdym razie jestem niedobra, że nie powiem zła, nie spełniam oczekiwań, powinnam zawsze i wszystko więcej, dłużej, lepiej, bardziej nabożnie i przede wszystkim bardziej klerykalnie. :P
Ugotowałam obiad na dziś i na jutro (mama oczywiście nie chciała jeść, bo "dopiero jadła", a poza tym po co już dziś kupiłam botwinkę _dopiero_ na jutro? Bo jutro pół dnia jestem w pracy i gdybym o 13.30 przyszła do domu z surową botwinką, to obiad by był na 15.00 i nie chciałabyś jeść, bo już za późno. A tak to możesz ugotować przed południem, kiedy ja będę w pracy. Okazało się, że nie może - i ja ugotowałam dziś. Na jutro. Mea maxima culpa.)
I do tego dziś jest dzień dziecka. Prawda? Nie wiem, może mama się zorientuje za parę dni, że jednak był. I da mi stówę albo dwie, a ja to odbiorę jako "idź do sklepu i wypchaj się". Na cholerę mi te stówy.
Całą nadzieja, że górka minie i znowu będzie parę miesięcy świętego spokoju. Ale obawiam się, że wcześniej będzie megaawantura i nie da się tego uniknąć.
No i dobrze, że masz się gdzie wypyszczyć.
OdpowiedzUsuńI całe szczęście, że nie jesteś bardziej klerykalna, mam nadzieję, że to Ci się nie zmieni.
Ode mnie wszystkiego najlepszego na dzień dziecka, bo czemu nie
Blog jest częścią zaleceń z dawnej psychoterapii. Jako alternatywa było: postaw kwiatka w doniczce na biurku i do niego krzycz. :P Chyba wolę bloga.
UsuńKlerykalna to już byłam, nabożna chyba nigdy, z trojga tych to naprawdę wolę być wierząca.
Dziękuję.