dziś było trzydzieści kilka stopni przez większą część dnia i oczywiście ani kropli deszczu. Dopiero po 19.00 wyszłam na ogród i zaczęłam podlewaniem reanimować schnące wszystko.
Skończyłam podlewanie przed 21.00 i ucyknęłam jeszcze parę kwiatków :)
Z ciekawych dokonań - zakisiłam już pierwsze w tym roku ogórki, na małosolne, w kamiennym garnku. I na nich na wierzch wrzuciłam do kwaszenia zielone szparagi. Kiedyś jadłam i były dobre, ciekawe, jak mi wyjdą.
Tymczasem moje koleżanki - już emerytki wydzwaniają do mnie z zaproszeniami na pizzę. Mam ochotę zaprosić je na dwie rady pedagogiczne, zlecić pisanie protokołu i wypełnianie końcowych tabelek. :P A, i jeszcze mogłyby za mnie poprawiać tą ostatnią dziunię, której ciągle nie wystawiłam stopnia. Pizza, tia.
Do tego mama znowu ma górkę, wczoraj na mnie wyskoczyła za nie pamiętam już co, dziś pogoniła sama do kościoła, chociaż prosiłam, żeby poczekała - zaszłam tylko na śmietnik, a ona już mi zwiała z zasięgu wzroku. A potem wpadła w szał, bo kazałam jej wodę pić. Wyszłam, oświadczywszy zamkniętym za sobą drzwiom, gdzie ją w takim razie mam i co może sobie zrobić, nie tylko z wodą. :P Tylko żebyż to była prawda. A prawda jest taka, że nie mogę jej mieć w, i że będę musiała te ataki wścieku wytrzymywać, i że będą pewnie coraz częstsze.
A że jestem do dupy i najgorszą córką na świecie, to przecież i tak wiem.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.