i szparażka!
Ogórki już są dobre, szparagi chyba jeszcze trochę niedokwaszone. Wywędrowały z kamiennego garnka i zamieszkały w słoikach w lodówce. Bo upał u nas niezmierny i ma być tylko gorzej.
Stopnie wystawione i jak zwykle mam moralniaka. Ostatni, chwała Bogu, raz. Dziś - po całej jednej lekcji, na którą przyszła jedna osoba - ogarnęłam swoje szafki, wyniosłam do domu, co miałam wynieść, wyrzuciłam, co miałam wyrzucić, zostawiłam, co miałam zostawić. Bez jakiegoś większego żalu czy wzruszeń. Bo to pierwszy raz się skądś wynoszę? :P
Jutro ostatnia czerwcowa rada.
Tymczasem, jak wspomniałam, u nas upał i niezmiennie susza, ostatni deszczyk popadywał 14 czerwca, od 10? 9? dni w tych ukropach ani kropelki. Zaraz idę podlewać ogród, a przedtem pozbierać maliny i porzeczki. Groszek mam nadzieję cierpliwie czeka, aż zepchnę z proga te wszystkie (epitet) rady, nasiadówki, udawania, że jeszcze pracuję. Jakby w ogóle ktoś w jakimkolwiek urzędzie czy przy jakimkolwiek biurku pracował w tych temperaturach bez klimy.
I dzisiaj noc świętojańska. Patrzę na moje paprotki na parapecie - może któraś zakwitnie? I że ten, kto miał kwiat paproci, dostawał bogactwa, którymi z nikim nie mógł się podzielić. Ciekawe. Może jest taki kwiat, takie coś, że dostajesz biedy, którymi nie możesz podzielić się z nikim? Brzmi jakby bardziej realnie w sumie.
Dobra. Opłaty zrobione, kiszone szparagi pokazane, można iść. :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.