When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

23 czerwca 2026

ogóreczka!

 i szparażka!



Ogórki już są dobre, szparagi chyba jeszcze trochę niedokwaszone. Wywędrowały z kamiennego garnka i zamieszkały w słoikach w lodówce. Bo upał u nas niezmierny i ma być tylko gorzej.

Stopnie wystawione i jak zwykle mam moralniaka. Ostatni, chwała Bogu, raz. Dziś - po całej jednej lekcji, na którą przyszła jedna osoba - ogarnęłam swoje szafki, wyniosłam do domu, co miałam wynieść, wyrzuciłam, co miałam wyrzucić, zostawiłam, co miałam zostawić. Bez jakiegoś większego żalu czy wzruszeń. Bo to pierwszy raz się skądś wynoszę? :P

Jutro ostatnia czerwcowa rada. 

Tymczasem, jak wspomniałam, u nas upał i niezmiennie susza, ostatni deszczyk popadywał 14 czerwca, od 10? 9? dni w tych ukropach ani kropelki. Zaraz idę podlewać ogród, a przedtem pozbierać maliny i porzeczki. Groszek mam nadzieję cierpliwie czeka, aż zepchnę z proga te wszystkie (epitet) rady, nasiadówki, udawania, że jeszcze pracuję. Jakby w ogóle ktoś w jakimkolwiek urzędzie czy przy jakimkolwiek biurku pracował w tych temperaturach bez klimy.

I dzisiaj noc świętojańska. Patrzę na moje paprotki na parapecie - może któraś zakwitnie? I że ten, kto miał kwiat paproci, dostawał bogactwa, którymi z nikim nie mógł się podzielić. Ciekawe. Może jest taki kwiat, takie coś, że dostajesz biedy, którymi nie możesz podzielić się z nikim? Brzmi jakby bardziej realnie w sumie.

Dobra. Opłaty zrobione, kiszone szparagi pokazane, można iść. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.