When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

11 kwietnia 2026

na szczęście

 wygląda na to, że udało mi się zreanimować mp3 mamy. Na razie działa. Mam szczere postanowienie chowania wszelkiej elektroniki przed dzieciakami, szczególnie czytacza i aparatów słuchowych mamy.

Ogarnięcie czytacza zajęło mi całe przedpołudnie. Dopiero potem mogłam pójść na ogród. Zmarznięty, wcale nie wiosenny.
















Kwiatki gotowe na wiosnę, po pierwszej ciepłej nocy rozkwitną na dobre. Zeszłoroczna pietruszka chyba najlepiej znosi zimna, ale trochę za mała jeszcze jest.


Szczypiorek też jeszcze potrzebuje kilku dni.


Na szczęście jest jeszcze siedmiolatka.


Wylądowała na kanapkach. I była tak dobra, że aż słodka :)))


Przeczytałam w końcu kolejny tom Rodziewiczówny.



Rodziewiczówna kolejny raz próbuje uświadomić kobietom, że nie są zbawicielkami świata i że nic z tego nie wyjdzie, jeśli będą próbowały być. A wrzos posadzony na miejskim kwietniku najczęściej zdechnie. Ten morał właśnie wypływa z historii wiejskiej dziewczyny, nieszczęśliwie zakochanej w chłopaku, który zaginął bez wieści, a poślubionej panu z miasta stołecznego, który ostentacyjnie kocha inną. Streszczenie jak z kiepskiego melodramatu, wszak to babskie czytadło - ale całość czyta się wystarczająco gładko i przyjemnie. 

A poza tym marzę o trzydniowych łikendach. I jeszcze 48 lekcyjnych dni do emerytury. I bardzo mi to przeszkadza. :P Czuję się jakbym siedziała na szpilce. :P

5 komentarzy:

  1. O, oglądałam kiedyś stary polski film "Wrzos", to na pewno ta sam historia, ale nie wiedziałam, że na podstawie powieści Rodziewiczówny. Smutna historia

    OdpowiedzUsuń
  2. Usunęłam zdublowane komentarze. :) Film pamiętam z czasów licealnych, znaczy pamiętam, że był. Książkę czytałam jak zupełnie nową, nieznaną opowieść.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki, to trochę krępująca sytuacja, jak najpierw nie chce się opublikować, a po czasie się okazuje, że jednak poszło.
    Tak na marginesie: w tym filmie jest scena przysięgi małżeńskiej i właśnie stamtąd się dowiedziałam, że dawniej kobieta ślubowała mężowi "miłość, wiarę, uczciwość i posłuszeństwo". A mąż wszystko to samo oprócz posłuszeństwa. Taka drobna różnica :) a sporo zmienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem serwer ma czkawkę. :) Tak na marginesie, Rodziewiczówna pisze o rozwodach branych w kurii biskupiej. Nie wiedziałam, że coś takiego było.

      Usuń
  4. Było to tak nazywane i było kosztowne, ale co do istoty to było to co teraz - stwierdzenie nieważności. Magdalena Samozwaniec pisała, że tato Wojciech Kossak raz się wykosztował na koscielny rozwod jej siostry, Marii, a ona zaraz znowu głupio wyszła za mąż. Drugi raz już jej tata nie ratował :) Więc potem jego dzieci miały tylko cywilne rozwody i śluby.

    OdpowiedzUsuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.