i po prostu załamałam się. Bo. Dzieciaki (chyba, może dorośli?) podczas pobytu na święta rozwaliły/li mamie aparacik do odsłuchiwania audiobuków. Ewidentnie zostało nim rąbnięte o podłogę i to mocno, a może zostały także wciśnięte wszystkie guziki naraz? - bo nagle zrobił się krzywy i nie działa. Taki aparacik - odtwarzacz mp3 ze slotem na kartę i z wbudowanym głośnikiem, do tego niedotykowy, tylko sterowany wciskanymi guzikami - kosztuje jakiś tysiąc złotych. Szukam już drugą godzinę i nic tańszego nie znalazłam. Odtwarzacze mp3 są zwykle dotykowe i na słuchawki. Mama tego nie ogarnie.
No i trzeba będzie tysiaka wysupłać i nowy sprzęt zakupić, a mama na pewno nie pozwoli nawet zawiadomić rodziców dzieciaków, że coś się zepsuło. Ja bym się dogadała z bratem i kupilibyśmy na pół, ale mama nie pozwoli...
Myślałam, że da się dokupić jakiś mały odtwarzacz mp3 z karty z głośnikiem 1W, no ale po prostu nic takiego na rynku nie ma. I płać i płacz. A bachory - czy ktokolwiek to rozwalił - to bym za zadnie nogi na balkonie na jakąś godzinkę powiesiła głową w dół na sznurze od suszenia prania, zaczepiając na klamerkach za każdy paluszek z osobna. :P Już nawet nie za rozwalenie, tylko za udawanie, że nic się nie stało i to nie ja. O przepraszam nie śmiem marzyć.
Tak wiem, są gorsze powody do rozpaczy niż zepsucie gadżetu za tysiąc złotych. (W tym miejscu pozdrawiam Pana, który rozwalił kilka własnych telefonów komórkowych wartych nie mniej - życząc dalszych sukcesów na polu destrukcji, nie tylko sprzętu RTV AGD, byleby niedotykającej bliźnich i świata naokoło.) No ale. Dla mnie ten tysiak to ćwierć pensji. Dla mamy prawie pół emerytury.
No zła jestem, no.
Na pociechę taki obrazek z dekady:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.