When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

30 kwietnia 2026

koniec kwietnia

 i mogę legalnie krzyknąć: Alleluja! Maturzyści odeszli, mam 6 godzin w tygodniu mniej. Zabiegi mamy skończone, na razie bez żadnego skutku. W perspektywie wizyta w ZUS i papierologia pracowa związana z zakończeniem pracy. Nie cierrrpię papierologii. Tyle dobrego, że szkolna papierologia przestanie mnie niebawem dręczyć i niepokoić.

Z przeczytanych:



Tym razem to nie jednolita powieść, a zbiór wielu opowiadanek czy nowelek. Trochę jak - czy ktoś to jeszcze pamięta? - dawno, milion lat temu siedziałam u babci pod piecem i oczywiście coś robiłam, siedzenie bezczynne nie wchodziło w grę :) - i dorośli też coś tam robili, a ktoś jeden albo głośno czytał, albo opowiadał wszelkie możliwe okoliczne historie. Było tam i o rosochatej wierzbie na krzyżówkach, i o nawiedzonym mostku nad lokalną rzeczką, i o czym nie jeszcze. Dlatego "Południcę" bardzo sympatycznie mi się czytało. 

I jeszcze pozdrowienia od moich paproci.












Zafascynowana nimi jestem. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.