a brzegiem pucharu wiele zdarzyć się może.
W skali do pięciu gwiazdek najwyżej trzy. Typowe romansidło i niewiele więcej. Czyta się wystarczająco przyjemnie. Parę przeskoków czasowych uatrakcyjnia cokolwiek generalnie linearne prowadzenie wątków, poza tym każdy czytelnik Rodziewiczówny już w pierwszym rozdziale jest pewien, że on się z nią ożeni i już. Chociaż on wraży Niemiec, a ona poznanianka, patriotka i w ogóle.
No właśnie. Ten wielkopolski Poznań mnie nie porwał jakoś, chyba wolę powieści osadzone z wschodniej strony. Kult pracy wystarczający i nieprzesadny, postaci zarysowane tak sobie, bez tego wschodniego błysku, który potem w innych powieścidłach zabłyśnie w pysznych kreacjach rusińskiego ortodoksyjnego chłopstwa. Że Niemcy są niedobrzy i głównie piją i się pi***ą to wiemy, a żaden z pruskich bohaterów omawianej książeczki jakoś szczególnie nie zabłysł ani w jednej, ani w drugiej dziedzinie.
Jeśli już któryś z bohaterów przyciąga uwagę, to nie kreowana na patriotyczną heroinę Jadzia z początkami afazji (ma wyraźne problemy z wysławianiem się w każdym razie, biedactwo), lecz dwie starsze panie: po niemieckiej stronie naiwnie (protestancko) nabożna ciocia Dora, po polskiej opiekunka Jadwigi, pani Tekla, baba zaiste z charakterem, bodaj najbarwniejsza z postaci w całej książce.
Jest jeszcze martwy bohater Wacław, jeden z braci Jadzieńki, który miał zaszczyt polec za ojczyznę, a którego ma ewidentnie zastąpić ten drugi Wacław - nawracający się z wolna na polskość i prawość (co zresztą na jedno wychodzi) Niemiec. Szkoda, że nie rozwinął się wątek żadnego późniejszego stawania przeciw swoim w obronie nowej ziemi i nowej wiary. Można go było przynajmniej lekko zasugerować.
A motyw spolszczania się Niemców z miłości do urodziwych Polek mam dość szeroko rozpowszechniony wśród moich własnych przodków. Polski ładne były, a przed soborem, tym drugim, nikt by im z heretykiem-lutrem ślubu nie dał. Więc Niemcy spolszczali nazwiska, zmieniali denominację, żenili się z Polkami - z tym, że to zwykle oni uczyli sąsiadów-Polaków zorganizowania i pracowitości, i bojaźni Bożej, nie odwrotnie. A potem była druga wojna no i kilka związanych z tym zagwozdek też było.
Reasumując - książkę można przeczytać, jeśli ktoś ma duuużo czasu akurat i nic lepszego pod ręką.