zapada nad ziemią. Wzgórza pachną kadzidłem i mirrą. Tą samą mirrą, co z moich palców kapała na uchwyt zasuwy.
I wzgórza, i wąwozy, i kazimierska baszta na wzgórzach.
A zdjęcia robiłam stąd:
Biegłam z ogrodu, spiesząc do przygotowania kolejnych lekcji na jutro, marząc, że jeszcze rok i sama będę jak taki cichy i spokojny wieczór. A na razie aktualizowanie e-dziennika, zmagania z planem lekcji, poznawanie kolejnych nowych dzieciaków. Oby po raz ostatni.
Wczoraj dostałam siatę prawdziwych pomidorów z ogródka. Część była za miękka na dalsze przechowanie i skończyła jako zaimprowizowany koncentrat. Kto nie zna zapachu koncentratu z prawdziwych domowych pomidorów, nie wie, co stracił.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.