When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

12 września 2025

Między ustami

 a brzegiem pucharu wiele zdarzyć się może.



W skali do pięciu gwiazdek najwyżej trzy. Typowe romansidło i niewiele więcej. Czyta się wystarczająco przyjemnie. Parę przeskoków czasowych uatrakcyjnia cokolwiek generalnie linearne prowadzenie wątków, poza tym każdy czytelnik Rodziewiczówny już w pierwszym rozdziale jest pewien, że on się z nią ożeni i już. Chociaż on wraży Niemiec, a ona poznanianka, patriotka i w ogóle. 

No właśnie. Ten wielkopolski Poznań mnie nie porwał jakoś, chyba wolę powieści osadzone z wschodniej strony. Kult pracy wystarczający i nieprzesadny, postaci zarysowane tak sobie, bez tego wschodniego błysku, który potem w innych powieścidłach zabłyśnie w pysznych kreacjach rusińskiego ortodoksyjnego chłopstwa. Że Niemcy są niedobrzy i głównie piją i się pi***ą to wiemy, a żaden z pruskich bohaterów omawianej książeczki jakoś szczególnie nie zabłysł ani w jednej, ani w drugiej dziedzinie. 

Jeśli już któryś z bohaterów przyciąga uwagę, to nie kreowana na patriotyczną heroinę Jadzia z początkami afazji (ma wyraźne problemy z wysławianiem się w każdym razie, biedactwo), lecz dwie starsze panie: po niemieckiej stronie naiwnie (protestancko) nabożna ciocia Dora, po polskiej opiekunka Jadwigi, pani Tekla, baba zaiste z charakterem, bodaj najbarwniejsza z postaci w całej książce. 

Jest jeszcze martwy bohater Wacław, jeden z braci Jadzieńki, który miał zaszczyt polec za ojczyznę, a którego ma ewidentnie zastąpić ten drugi Wacław - nawracający się z wolna na polskość i prawość (co zresztą na jedno wychodzi) Niemiec. Szkoda, że nie rozwinął się wątek żadnego późniejszego stawania przeciw swoim w obronie nowej ziemi i  nowej wiary. Można go było przynajmniej lekko zasugerować. 

A motyw spolszczania się Niemców z miłości do urodziwych Polek mam dość szeroko rozpowszechniony wśród moich własnych przodków. Polski ładne były, a przed soborem, tym drugim, nikt  by im z heretykiem-lutrem ślubu nie dał. Więc Niemcy spolszczali nazwiska, zmieniali denominację, żenili się z Polkami - z tym, że to zwykle oni uczyli sąsiadów-Polaków zorganizowania i pracowitości, i bojaźni Bożej, nie odwrotnie. A potem była druga wojna no i kilka związanych z tym zagwozdek też było.

Reasumując - książkę można przeczytać, jeśli ktoś ma duuużo czasu akurat i nic lepszego pod ręką. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.