zbieram się, że by popełnić wpis o menopauzie. Temat bardzo tabu, chyba nawet bardziej niż miesiączka. Bo nowoczesna baba się nie starzeje i menopauzy nie ma, tak?
Niestety, cały babski wymiar istnienia od zawsze był dla mnie niezwykle bolesny, niewygodny i utrudniający życie pod każdym możliwym względem. Od dojrzewania w wieku lat dziesięciu, kiedy jajniki bolały mnie tak, że podejrzewali zapalenie wyrostka i bałam się, że na pewno wywiozą mnie do szpitala i będą operować, albo że coś mi tam pęknie i umrę. Potem przez co najmniej 40 lat był przedłuuuugi czas comiesięcznego użerania się z niekoniecznie regularnym cyklem - i to w czasach głębokiej komuny, kiedy dostać jakiekolwiek środki opatrunkowe to było wyzwanie. I wreszcie wraz z pandemią, czyli jakieś 5 lat temu, pojawiły się pierwsze oznaki, że może już nastąpi koniec tego paskudztwa. Gdyby czasy były normalne, prawdopodobnie wylądowałabym u lekarza z samego strachu, że "coś jest nie tak". Ale czasy normalne nie były, a stres raczej w powrocie do normalności nie pomagał. I tak jakoś około pięćdziesiątki mi się posypało.
Że hormony już same nie wiedzą, co ze sobą zrobić, to widzę na każdym kroku. Nie tylko w szaleństwach cyklu (na pół roku stop, a potem przewrót kopernikański, szał emocji, rzyganie jak w ciąży i znowu okres). Nie tylko w osławionych zalewach gorąca, nie tylko w zwiększonej drażliwości połączonej z upierdliwością (naprawdę głęboko współczuję wszystkim, którzy muszą żyć w pobliżu kobiety, a szczególnie jeśli to kobieta okołomenopauzalna). Nagle zaczęłam wszystko robić trzy razy wolniej. Wybranie się rano do pracy na 8.00 zaczyna się o 6.00, podczas gdy kiedyś naprawdę wystarczała 7.00. Teraz nie.
Kłopoty z cerą (zasyfiło mnie jak nastolatkę), częste bóle wszystkiego (nie tylko, choć głównie, na zmianę pogody) - z bólami głowy na czele (sic). Słabsza zdolność koncentracji, zapominanie o wszystkim, gubienie rzeczy. Infekcje łapię dwa razy częściej niż przedtem. Generalnie mam wrażenie, że całe moje ciało nieustannie mówi mi: stop, ty już nie szarżuj, powinnaś odpocząć. Swoje w życiu zrobiłaś.
I wcale nie zamierzam ukrywać, że przyjemności okołomenopauzalne są jedną z przyczyn jak najwcześniejszego wybierania się na emeryturę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.