w drugiej dekadzie napisałam długaśny protokół z początku roku szkolnego i zaprowadziłam dzieciaki do biblioteki miejskiej na narodowe czytanie Kochanowskiego. Panie bibliotekarki zrobiły teatrzyk - bardzo ładny, bardzo wymagający i bardzo dopracowany, taki montaż z przeróżnych utworów Kochanowskiego. Czapka z głowy. Ale.
Ale ja zupełnie nie mogę pogodzić się z trendem, że dorośli mają zabawiać dzieciarnię, której się nie chce książki otworzyć i przeczytać kilkuwersowej fraszki. No nie mogę i już. Za moich czasów Kochanowskiego czytałyby/odgrywały dzieciaki, ok, przygotowane przez nauczyciela. I mówiłyby role z pamięci... O tempora, o mores.
Zdjęcie dekady: zimowity. Nawiasem mówiąc po ostatnich deszczach już zdążyły całkowicie klapnąć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.