próbowałam dzisiaj się dowiedzieć, co to znaczy, że Post powinien mieć wymiar paschalny i niewiele konkretów znalazłam oprócz ogólnonabożnego blablabla. Znaczy tak: jasne, że Post prowadzi do Wielkanocy i ma do niej przygotować. Ale czym hm paschalny Post ma się różnić od hm poszczącego Postu? Wszystko, co znalazłam, doprawdy niczym się nie różni. Idź do spowiedzi (ze wszech miar zalecenie słuszne, ale w moich warunkach raczej doświadczenie umartwieniowe niż paschalne). Uczestnicz w nabożeństwach pokutnych, no ok, ale pokutnych, tak? Dawaj jałmużnę. Wymiar paschalny, zdaje się, ma się wyrażać w szerokim uśmiechu numer piętnaście, gdy będę tą jałmużnę dawać. :P Pość. I znowu, paschalnie jest pościć z uśmiechniętą demonstracyjnie gębą, tak? Jakoś mało mnie to przekonało. OK, w takim razie u mnie paschalny wymiar Postu zaczniemy od sprzątania i pichcenia na Wielkanoc. :P To przynajmniej jakiś prepaschalny kontekst wyraźnie jest.
I może właśnie w kontekście prepaschalnym, poszukując wiosny, która jest w końcu symbolem zmartwychwstania, udałam się na dzisiejszy spacer. Relacja na ważce. Tu przedstawiam mój najnowszy pojemnik na zbieranie roślin do czelendżu:
Znaleziska suszą się w jedynie słusznej książce i jak się wysuszą, to do nich wrócimy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.