pierwsza połowa ostatnich ferii zimowych w zasadzie za mną. Składały się głównie z walki z zapaleniem zatok, dwukrotnej wizyty z mamą u podologa, rozpoczęcia Wielkiego Postu, jakichś zakupów, odrobiny sprzątania i trzech spacerów. Dziś był trzeci - na ogród i z powrotem.
W założeniu miałam dowiesić ptakom karmidełka, ale okazało się, że karmidełka sprzed miesiąca wiszą ledwie dziobnięte, na ogrodzie ptaków nie ma, za to zima w pełni. Od razu mówię, że nie wszystkie zdjęcia są z _mojego_ ogrodu, ale wszystkie są z okolic.
Obawiam się, że znowu walczę z wielkim syfem na gębie, na szczęście tylko z jednym. Nie wiem, czy znowu kajtnęły hormony, czy odbiła się taką czkawką popielcowa dieta, czy jeszcze coś. No ale znowu chodzę fffkurzona i zasyfiona.
Jeszcze zdjęcie dekady, proszę:
Wiewióra super. U nas przedwiośnie. Śnieg - a co to?
OdpowiedzUsuń