When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

20 lutego 2026

dwie trzecie lutego

 pierwsza połowa ostatnich ferii zimowych w zasadzie za mną. Składały się głównie z walki z zapaleniem zatok, dwukrotnej wizyty z mamą u podologa, rozpoczęcia Wielkiego Postu, jakichś zakupów, odrobiny sprzątania i trzech spacerów. Dziś był trzeci - na ogród i z powrotem. 

W założeniu miałam dowiesić ptakom karmidełka, ale okazało się, że karmidełka sprzed miesiąca wiszą ledwie dziobnięte, na ogrodzie ptaków nie ma, za to zima w pełni. Od razu mówię, że nie wszystkie zdjęcia są z _mojego_ ogrodu, ale wszystkie są z okolic.







Z akcentów paschal... eee... wiosennych tylko bazie na osice


i ślady kapania z dachu przy ogrodowym domku.


Ale to, co było kapało, znowu zamarzło. Zwracam uwagę na fachowe użycie czasu zaprzeszłego w poprzednim zdaniu. :)



Obawiam się, że znowu walczę z wielkim syfem na gębie, na szczęście tylko z jednym. Nie wiem, czy znowu kajtnęły hormony, czy odbiła się taką czkawką popielcowa dieta, czy jeszcze coś. No ale znowu chodzę fffkurzona i zasyfiona.

Jeszcze zdjęcie dekady, proszę:


1 komentarz:

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.