znowu mnie ugryzła. To z Księgi Wyjścia: jak Bóg każe Mojżeszowi wyprowadzać Izraelitów z Egiptu, taki pretekst mają podać faraonowi: że Bóg chce, żeby poszli na pustynię i urządzili uroczystość ku Jego czci. Ciekawa sugestia. I pewnie jakoś się wiąże z paschalnym aspektem Postu. Uroczystość na pustyni.
Taką uroczystość na pustyni przeżywał Jezus, kiedy pokonał wszystkie trzy pokusy: wygodnie żyć, dużo mieć, zrobić karierę?
Myślę, że dla mnie teraz najpokuśniejsza :P jest ta pierwsza pokusa. Pokusa św. Spokoju i bł. Pomyślności. Ale Spokoju bardziej. I zbieram się do spowiedzi, w całym zasmarkaniu i zasyfieniu - już mam dwa piękne syfy. I oczywiście jestem wiecznie cała mokra i zapocona. W T-shircie. Hormony.
A tymczasem za oknem deszcz zmywa całe zapasy śniegu i jeszcze trochę mu to zajmie.
Przeczytałam kolejny tom z kolekcji Rodziewiczówny.
No.
A teraz mnie telepie zimno. Babą być, cholera.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.