When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

22 lutego 2026

uroczystość na pustyni

 znowu mnie ugryzła. To z Księgi Wyjścia: jak Bóg każe Mojżeszowi wyprowadzać Izraelitów z Egiptu, taki pretekst mają podać faraonowi: że Bóg chce, żeby poszli na pustynię i urządzili uroczystość ku Jego czci. Ciekawa sugestia. I pewnie jakoś się wiąże z paschalnym aspektem Postu. Uroczystość na pustyni. 

Taką uroczystość na pustyni przeżywał Jezus, kiedy pokonał wszystkie trzy pokusy: wygodnie żyć, dużo mieć, zrobić karierę?

Myślę, że dla mnie teraz najpokuśniejsza :P jest ta pierwsza pokusa. Pokusa św. Spokoju i bł. Pomyślności. Ale Spokoju bardziej. I zbieram się do spowiedzi, w całym zasmarkaniu i zasyfieniu - już mam dwa piękne syfy. I oczywiście jestem wiecznie cała mokra i zapocona. W T-shircie. Hormony. 

A tymczasem za oknem deszcz zmywa całe zapasy śniegu i jeszcze trochę mu to zajmie. 

Przeczytałam kolejny tom z kolekcji Rodziewiczówny.


Tomik zawiera, jak widać, dwie hm nowelki. Pierwsza całkiem udana, lekka w tonie, humorystyczna, niezwykle przyjemna w czytaniu historyjka o postrzelonej dziewczynie, która jedzie w szeroki świat zrobić karierę i potrzebuje w tym celu męża. Polecam. 


Druga robi na mnie wrażenie niedorobionej. Materiał jest dobry, pomysł ok, ale powinna być albo o połowę krótsza, albo dwa razy dłuższa, bo tak to nie ma sensu. Bez ostatniego rozdziału, który nijak mi nie pasuje do całości, w każdym razie czyta się niezwykle przyjemnie. A ten ostatni rozdział warto by było jednak mocniej do całości przykleić, jeśli istotnie autorka uważała go za niezbędny.


No. 

A teraz mnie telepie zimno. Babą być, cholera. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.