czyli mam już 53 lata. Nie że jakieś niesamowite wrażenie to na mnie wywiera, ale zawsze to 53 do przodu. Na razie zmagam się z menopauzą głównie pod postacią mgieł mózgowych, zalewów gorąca, braku energii i motywacji do czegokolwiek, zwolnienia tempa robienia wszystkiego i takich tam rozkoszy babskiego żywota.
W szkole odhaczyłam już we wszystkich klasach dział pierwszy (z ośmiu), zaliczyłam lekcję w kinie, przeprowadziłam pierwsze próbne matury. W domu zaczynam myć okna na zimę i przygotowuję się do dekorowania grobów na Wszystkich Świętych, ale co mam trochę wolnego czasu, to akurat leje.
Przeczytałam Dewajtisa - drugi tom z megakolekcji Rodziewiczówny.
Chyba jedna z najsłynniejszych jej powieści i jedna z lepszych. Osadzona, jak należy, w realiach żmudzkiego wschodu. Z motywem rycerza bez skazy :) i świętego dębu, więc wszystkie należne archetypy uwzględniono. A, i motyw miłości, oczywiście, też - chociaż jak zwykle czytelnik już od początku wie, kto tu się z kim będzie żenił. Bardziej uwagę przyciąga postać niezwykłego czarownika-kpiarza o drewnianej nodze (pamiątka po powstaniu), który hoduje czeredę niezwykłych zwierzątek, od jeża po wiewiórkę, a w środku jest jeszcze lis, ptaki w klatce, ptaki bez klatek i co nie jeszcze. I szkoda mi tylko starej kobyły, zajeżdżonej na śmierć w potrzebie - i dobrze, że chociaż źrebak się uratował.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.