When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

07 kwietnia 2026

odreagowując

 pewne tsunami uciekłam dziś na ogród, chociaż pogoda nie była za ciekawa.


Krokusy przekwitły zupełnie, rozwijają się przeróżne cebulice i ich kuzyni









Nieśmiało zaczyna pierwszy barwinek


Wrzośce utrzymują klimat patriotyczny :)


Fiołki znalazłam w trzech kolorach




Lubczyk w jednym :)


Pierwiosnki też bardzo nieśmiało zaczynają dopiero.




Gęsiówka się bieli



Żonkilek złoci


hiacynty pachną



forsycja już szaleje na całego


zawilce marzą o ciepełku i słoneczku


sasanka - jedyna, która przeżyła chyba? - też


Trochę kopię, trochę plewię - dziś w malinach. Wstawiłam podpórki do malin, taki patentowany sposób na poprowadzenie sznurków.


Wracałam do domu w strugach deszczu, ale rośliny do kalejdoskopu udało mi się zebrać. Od lewej: jasnota różowa, liście krokusów, gałązki brzozy, forsycja, mirabelka, barwinek, kwiaty klonu. 

One już się suszą, a ja jakoś do 21.00 z minutami szykowałam lekcje na jutro marząc, że nie muszę wracać do szkoły. :P Oby to już ostatnie wracanie do szkoły po Wielkanocy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.