ufff. Za mną piąty dział (z ośmiu) we wszystkich klasach i wystawienie proponowanych ocen w klasie maturalnej. Za mną ostatnie rekolekcje szkolne. Za mną też ostatnie chorowanie wiosenne, mam nadzieję, połączone z koniecznością chodzenia do pracy. I ostatnie rozpaczliwe przygotowania do świąt wciskane w chwile od pracy wolne.
Do pracy idę jeszcze jutro. Potem czeka mnie zorganizowanie i dopilnowanie fizjoterapii dla mamy - i to też w nieustającej kombinacji z pracą. Swoją drogą - to drugie podejście do fizjoterapii, bo jak próbowałam ją zapisać dwa tygodnie temu, Pani w rejestracji uparcie wciskała mi termin w drugiej połowie kwietnia, który z przyczyn zakończenia roku maturzystów zupełnie mi nie pasuje. Dziś przychodzę i co? I dostaję termin od 15 kwietnia. :) Chyba innych terminów naprawdę nie mają. :P Wizyta u fizjoterapeuty miała być jutro o 13.00. Ale ja pracuję - zaprotestowałam - nie może być w czwartek? No co pani - zareagowała oburzonym fuknięciem Pani z rejestracji. - Pani myśli, że my tak mamy terminy do wyboru? W czwartek się nie da. A zatem przestałam wybrzydzać i czekam z pokorą pacjenta na decyzję. Pani z rejestracji coś tam pisze, drukuje, przekłada, podpisuje, zakreśla i w końcu wręcza mi kartkę ze słowami: no to wizyta pojutrze o 12.25, może być?
Nie wiem, może ja głupia jestem, ale wydaje mi się, że pojutrze to właśnie w czwartek. :) Mama oczywiście już jęczy, że ona chciała dopiero po świętach, że teraz tyle roboty i całe łolabogalaboga. A ja mam nieodparte wrażenie, że gdzieś na Górze już dawno Zdecydowali, że nasza fizjoterapia ma być od 15 kwietnia dalej. I mogę se pofikać. Czy przyjdę do rejestracji 13, czy 31 marca, i tak dostanę termin na drugą połowę kwietnia. I już.
Także tego tam. Zapraszam na ważkę fanów sikorek modrych budujących gniazda. A zdjęcie z dekady może z krokusami?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.