When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

31 marca 2026

koniec marca

 ufff. Za mną piąty dział (z ośmiu) we wszystkich klasach i wystawienie proponowanych ocen w klasie maturalnej. Za mną ostatnie rekolekcje szkolne. Za mną też ostatnie chorowanie wiosenne, mam nadzieję, połączone z koniecznością chodzenia do pracy. I ostatnie rozpaczliwe przygotowania do świąt wciskane w chwile od pracy wolne. 

Do pracy idę jeszcze jutro. Potem czeka mnie zorganizowanie i dopilnowanie fizjoterapii dla mamy - i to też w nieustającej kombinacji z pracą. Swoją drogą - to drugie podejście do fizjoterapii, bo jak próbowałam ją zapisać dwa tygodnie temu, Pani w rejestracji uparcie wciskała mi termin w drugiej połowie kwietnia, który z przyczyn zakończenia roku maturzystów zupełnie mi nie pasuje. Dziś przychodzę i co? I dostaję termin od 15 kwietnia. :)  Chyba innych terminów naprawdę nie mają. :P Wizyta u fizjoterapeuty miała być jutro o 13.00. Ale ja pracuję - zaprotestowałam - nie może być w czwartek? No co pani - zareagowała oburzonym fuknięciem Pani z rejestracji. - Pani myśli, że my tak mamy terminy do wyboru? W czwartek się nie da. A zatem przestałam wybrzydzać i czekam z pokorą pacjenta na decyzję. Pani z rejestracji coś tam pisze, drukuje, przekłada, podpisuje, zakreśla i w końcu wręcza mi kartkę ze słowami: no to wizyta pojutrze o 12.25, może być? 

Nie wiem, może ja głupia jestem, ale wydaje mi się, że pojutrze to właśnie w czwartek. :) Mama oczywiście już jęczy, że ona chciała dopiero po świętach, że teraz tyle roboty i całe łolabogalaboga. A ja mam nieodparte wrażenie, że gdzieś na Górze już dawno Zdecydowali, że nasza fizjoterapia ma być od 15 kwietnia dalej. I mogę se pofikać. Czy przyjdę do rejestracji 13, czy 31 marca, i tak dostanę termin na drugą połowę kwietnia. I już. 

Także tego tam. Zapraszam na ważkę fanów sikorek modrych budujących gniazda. A zdjęcie z dekady może z krokusami?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.