w szkole we wszystkich klasach zakończyłam dział 3 z 8. W domu mozolnie szykuję święta. I czytam.
Kolejny tom Rodziewiczówny. Wystarczająco fajny. Opowiada o zranieniach i sposobach radzenia sobie z nimi - i według Autorki najlepszym jest fizyczna praca. I niemal jestem skłonna uwierzyć, że Rodziewiczówna popierała możliwość rozwodów, choć bez opcji wchodzenia w kolejny związek potem. Niesłychanie rewolucyjne jak na jej czasy. Poza tym książka o emancypacji, o radzeniu sobie na świecie bez męża (nawet jeśli się go - kiepskiego bo kiepskiego - ma). I że gdyby wszystkie kobiety zachowywały się jak ludzie (sic), to mężczyźni musieli by się zmienić. A tak to nie muszą.
No.
I jeszcze zdjęcie dekady. Grudnik.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.