a nawet trochę więcej. Zbliżamy się do ferii zimowych i ostatni raz na nie czekam - a za moich czasów ferie właśnie by się już kończyły, bo zawsze, ale to zawsze ferie wypadały w pierwszych dwóch tygodniach lutego. Mam wrażenie, że zima też zaczyna myśleć o skończeniu się. Dziś, na przykład, padał deszcz. Na taki śnieg:
Deszcz śniegu wprawdzie jeszcze nie stopił, ale już próbował.
Moje kiełki rosną i sukcesywnie kończą na kanapkach.
Kryształy też rosną.
To jest soda:
To wygląda trochę jak coś, co wyrosło na szalkach Petriego (tak się to pisało?) - mieszanka kryształów (na powiększeniu ułożonych w śliczną choinkę) z osadem z herbaty.
A tu wygląda na to, że sól osadza się na górze, a cukier na dole. Ale próbować będę potem, jeśli.







To malowanie to chyba uczy cierpliwości. Ale ładnie wychodzi. Zimy jeszcze trochę ma być podobno.
OdpowiedzUsuńPodobno ma - i chyba niestety. :) Mam pewną labilość w stosunku do ewentualnej kontynuacji zimy. :) Z jednej strony mam już jej dość (szczególnie grubych ciuchów), z drugiej - jeszcze bym chciała trochę śniegu.
UsuńCo do malowania po numerach - gdybym przestrzegała go niewolniczo, to bym się zarąbała. Pisałam już kiedyś, że dla mnie ta plansza z wzorem jest głównie orientacyjna, prawie zawsze jakoś po swojemu ją interpretuję i przerabiam. Te parasolki na przykład będę musiała mocno stonować, bo są strasznie hm bijące po oczach.
Rozumiem. Poszłabym na sanki jeszcze. Ale też mam trochę dość
UsuńPodoba mi się taka swoboda w podejściu do tego malowania. No i w końcu to dla Ciebie jest.
No bo ja jutro po południu zaczynam ferie. Apsik. I z tej okazji zaczynam chorować na zatoki. Apsik.
UsuńMalowanie ma być przyjemnością, a efekt ma mi się podobać. :)