When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

Challenge 2026

09 stycznia 2026

czelendż - początek stycznia

 Suszenie suchych chwastów nie jest specjalnie skomplikowane, więc wyschły szybko. Pierwszy styczniowy słoik wygląda tak:


Do kalejdoskopu, okazało się, trzeba włożyć sporo zielska, inaczej nie ma efektu.


Przypominam dominujące kolory: biel, beż, brąz, szarość, czerń. Zgadza się?

BTW: zdjęcia i filmiki lepiej robić komórką, aparatem nie da się w ogóle trafić w oko kalejdoskopu. Komórką jak cię mogę:







I filmik:


08 stycznia 2026

czelendż 2026

 Jestem zmęczona zadaniowością. Jeśli ktoś pamięta niezwykle intensywny czelendż 2025 z poprzedniego bloga, to nawet się nie zdziwi. :) Zadania zostawiam sobie na kolejny rok, a może na jeszcze kolejny. Tymczasem na rok 2026 zaplanowałam czelendż spacerowo-botaniczno-kreatywny. 

Czelendż obejmuje (w planach) 4 elementy wykonywane 2 razy w każdym miesiącu. Po pierwsze, spacer (czyli dwa spacery na miesiąc, bliżej początku miesiąca i po połowie). Po drugie, zebranie 5-6 charakterystycznych dla czasu i miejsca roślin - takich, które łatwo na płasko zasuszyć, więc wszelkie jagody i owoce odpadają. Potem zasuszenie tych roślin między kartkami jakiejś starej książki. Starej, z makulaturowego papieru. Po trzecie, wykonanie "słoika" z części zasuszonych roślin - na pamiątkę, a także ułożenie części tych samych roślin w self-made kalejdoskopie (znowu - może pamiętają go czytelnicy starego bloga). Zdjęcia ze spaceru, zdjęcie zebranych roślin oraz zdjęcia "słoika", a także zdjęcia i film z kalejdoskopu będą zamieszczane w kolejnych wpisach na tym blogu jako hm dokumentacja czelendżu. 

Robiąc ten czelendż chcę po pierwsze cieszyć się systematycznym spacerowaniem, choćby po ulicy i na krótkim dystansie. Po drugie, chcę zauważyć kolejno pojawiające się roślinki (i zmiany dominującej kolorystyki - tu ukłon w stronę Oli). Po trzecie, chcę zrobić kolekcję roślinek w "słoikach" - w sumie przewiduję 24 - i kolekcję zdjęć i filmików z kalejdoskopu, które, mam nadzieję, będą niezłą frajdą w wykonaniu i oglądaniu. 

A więc. Pierwszy styczniowy spacer:




Zaśnieżoną ulicą do pracy. Spod śniegu sterczy sporo tak zwanych badyli:





Dominujące kolory: biały, beż, brąz, czerń.

Zebrane rośliny:


Pozostałości po krwawniku, marchwi dzikiej, bylicy pospolitej, jakiejś trawie, owoce jesionu, gałązki lipy. Suszą się. 

01 stycznia 2026

koniec grudnia

 Ostatnie mam nadzieję święta z wiszącą nade mną groźbą nieuchronnego powrotu do pracy.

Zdjęcie dekady:



20 grudnia 2025

dwie trzecie grudnia

 w międzyczasie przeżyłam ostatnią szkolną wigilię. Nie że mam jakieś specjalnie słodkie i sentymentalne rozkminy w temacie ostatniej szkolnej wigilii w życiu, nie. 


Porwał mnie szał sprzątania i  u mamy w zasadzie już posprzątałam. Jutro ubiorę choinkę i muszę zająć się sprzątaniem u siebie, bo potem gotowanie, pieczenie i takie tam. Skończyły się też w międzyczasie parafialne rekolekcje adwentowe. Gdyby wszystkie dni były takie jak ostatni - warto by było chodzić. Tymczasem w dwa pierwsze dni 5/6 kazań skupiało się na naukowych (lub pseudonaukowych) wywodach o budowie wszechświata i ludzkiego ciała. Z tego co zrozumiałam, to rekolekcjonista wprawdzie wierzy, że ziemia jest okrągła, ale teorię ewolucji odrzuca. :P Zresztą zna ją tylko w XIX-wiecznym brzmieniu. 

Zdjęcie dekady:



15 grudnia 2025

połowa grudnia

 przygotowania do Świąt w toku. Powstał domek z piernika


z otoczeniem.


Ogarnęłam rodzinny cmentarz.


Zmagam się z brakiem czasu na porządki (zaczęłam sprzątać u mamy, ale jak wracam z pracy, jest ciemno i nie mam już na nic energii, a i lekcje na jutro nie przygotują się same ani prace się same nie posprawdzają...). Zmagam się też z chorobami mamy. I pocieszam się, że za rok będę mieć więcej czasu na wszystko.

10 grudnia 2025

jedna trzecia grudnia

 w szkole we wszystkich klasach zakończyłam dział 3 z 8. W domu mozolnie szykuję święta. I czytam.



Kolejny tom Rodziewiczówny. Wystarczająco fajny. Opowiada o zranieniach i sposobach radzenia sobie z nimi - i według Autorki najlepszym jest fizyczna praca. I niemal jestem skłonna uwierzyć, że Rodziewiczówna popierała możliwość rozwodów, choć bez opcji wchodzenia w kolejny związek potem. Niesłychanie rewolucyjne jak na jej czasy. Poza tym książka o emancypacji, o radzeniu sobie na świecie bez męża (nawet jeśli się go - kiepskiego bo kiepskiego - ma). I że gdyby wszystkie kobiety zachowywały się jak ludzie (sic), to mężczyźni musieli by się zmienić. A tak to nie muszą. 

No.

I jeszcze zdjęcie dekady. Grudnik.



08 grudnia 2025

piernikowanie w szkole

 


Nie bardzo lubię takie dni, bo w sumie nie wiadomo: są lekcje czy nie ma. No ale było, minęło, więcej nie będzie.