akcji ciasta ciąg dalszy.
:) A serniczek z różą wyszedł pycha, polecam.
Hot cross bun w wersji cold wylądowała w koszyczku ze święconką.
Święciło słoneczko nasze, odczytując wszystkie możliwe modlitwy na poświęcenie jedzenia, w tym sera, masła i owoców, a także, ku mojej uciesze, modlitwę odmawianą przy egzorcyzmowaniu soli :))) Hehe, ciekawe, kto po posoleniu dostanie wysypki? :) I myślałam tylko, jakie to szczęście, że słoneczko nasze nie znalazło mojego benedykcjonału, bo poświęcenie pokarmów trwałoby do Paschy. :)
Patrzyłam tak sobie na ten jeszcze wielkopiątkowy kościół
i jakże by było poetycznie powiedzieć, że pokochałam Cię takiego triduumowego, w monstrancji pod welonem. Albo jak święta matka Klara złożyłam Ci śluby kładąc ręce na obnażonym ołtarzu. Nic z tego. :P Pokochałam Cię dużo wcześniej niż pierwszy raz w życiu zabłądziłam na celebrację Triduum. Podejrzewam, że nie miałam jeszcze nawet pojęcia, że Triduum istnieje. Co nie zmienia faktu, że noc Paschy tak czy siak jest nocą zaślubin.
Z ciekawostek wieczornej liturgii. Po pierwsze, kiedy wyszliśmy święcić ogień, obok kościoła na sygnale przejechała straż pożarna. Proboszcz parsknął śmiechem. :))). Po drugie, Exsultet skrócili do takiego minimum, że nie przypuszczałam, że to w ogóle możliwe. Skończył się, zanim się rozkręcił. Po trzecie, czytania też skrócili jakoś o połowę, ale trzeba docenić postępy: ze Starego Testamentu w tym roku dali cztery, a nie trzy. Po czwarte, kazanie do czytań i tak się nie miało, IMVHO spokojnie można było zrezygnować z kazania, a przeczytać w tym czasie resztę czytań.
Po piąte, na szczęście Zmartwychwstałeś, cokolwiek zrobią z liturgią. I nawet jeśli nie umyłam okien. :P
A w tym roku zaprawdę, nie umyłam. Tak, już się wstydzę. :P