z początku marca - po wyschnięciu. Zaiste, niezwykle brązowy. Enjoy.
I kilka zdjęć:
Z drobnymi przebłyskami pierwszych marcowych zieloności. A wpis o drugiej połowie marca w przygotowaniu.
Tymczasem skończyłam rozliczanie rodzinnych PITów, gotowanie obiadu, pranie, zakupy już trochę przedświąteczne - i padłam. Mama uciekła dziś na rekolekcje - miała iść tylko na chwilę do spowiedzi, nie było jej jakieś dwie godziny, oczywiście została na mszę, no ale chyba żyje. Kazania nie skomentowała, a ja jeszcze nie przesłuchałam w necie, więc najświeższych informacji na razie brak - jak będzie jakiś przebłysk godny wzmianki, to zedytuję.
edit:
ostatnie kazanie było najsensowniejsze, może gdyby rekolekcje trwały jeszcze z tydzień, facet by się rozwinął? :P Dziś przynajmniej nie opowiadał bajek, chociaż hm delikatnie wskazywał ludziom obecnym w kościele, że są za mało pobożni i nie mają czasu dla Boga. A ja podejrzewam, że akurat słuchała go sama parafialna śmietanka, bywająca w kościele kilka razy w tygodniu i modląca się kilka razy dziennie. No ale. Może faktycznie ktoś potrzebujący takiej nauki się zaplątał. I przynajmniej nie było wysokiej abstrakcji o upierzeniu cherubinów, tylko jakieś tam konkrety o życiu. Niekoniecznie słuchających, ale zawsze.
Tak więc rekolekcje parafialne zakończone, a ja zbieram siły, żeby jutro na mszę dotrzeć. Może się uda.









Prawidłowo marcowo: brązowo z kroplami zieleni. Muzyczka bardzo optymistyczna🤩
OdpowiedzUsuńNajwiększą frajdę sprawia mi ostatnio montowanie muzyczki. :)
UsuńNietoperze i żaby. Marcowo?
OdpowiedzUsuńZdrowia.
No marcowo. :)) Dzięki. Już powoli wychodzę na prostą, ale powooooli.
Usuń