When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

10 marca 2026

jedna trzecia marca

 za mną ostatnia próbna matura podstawowa i ostatni dzień kobiet w pracy. Życie zaczyna jakby mocno przyspieszać, jak zawsze na wiosnę. Profesjonalnie ostatnia prosta przed maturami, rodzinnie spiętrzenie wizyt u lekarzy z mamą, wewnętrznie spowiedź i rekolekcje w Lbl - te kwiaty to dla nas na dzień kobiet rekolekcyjne właśnie


przyrodniczo wieeelkie klucze żurawi






ogrodniczo w mieście już pełno kwiatów



a w moim ogrodzie jeszcze nic, siwy mróz o porankach, zmarznięte ptaki chyba nawet porezygnowały na razie z gniazdowania - mozolnie grabię liście. 

Czelendżowo w drodze do ogrodu, która ciągle jeszcze jest szaroburozielonkawa, a nie naprawdę zielona

uzbierałam co następuje:

na górze zeszłoroczny perz, tuż pod nim sczerwieniałe od mrozu listki szydlicy, na dole od lewej gałązki kwitnącego klonu srebrzystego, jasnota różowa (już kwitnie), zeszłoroczne łodygi kwitnącego szczawiu pozostałe po opadnięciu nasion i gwiazdnica, już kwitnąca. Na dole bazie leszczyny. Wszystko aktualnie grzecznie się suszy.

A zdjęcie z dekady hm

4 komentarze:

  1. Żurawie jak dla mnie najlepsze.
    Nie lubię tych codziennych zagadek, jak się ubrać, tak oczywistych o tej porze roku. A poza tym super. A po tym weekendzie będzie jeszcze bardziej super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym kiedyś dopaść żurawie na ziemi, na razie widuję je tylko w przelocie.
      Podobno po łikendzie ma być zimno i deszczowo? Przynajmniej będzie wiadomo, jak się ubrać. :)

      Usuń
  2. U mnie dziś pierwszy dzień wiosennych prac ogrodowych. Duuużo grabienia mnie czeka. Towarzyszyły mi sikorki i jakiś okropnie gadatliwy szpak. A z kwiatków przebiśniegi, krokusy, cztery prymulki i ukryty w kąciku przetacznik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grabienie już prawie pokonałam, teraz kopanie (ale ziemia ciągle zamarznięta miejscami) i plewienie malin. Szpaków u nas w zasadzie jeszcze nie ma, widziałam jakieś pojedyncze kątem oka w locie (chyba).

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.