za mną ostatnia próbna matura podstawowa i ostatni dzień kobiet w pracy. Życie zaczyna jakby mocno przyspieszać, jak zawsze na wiosnę. Profesjonalnie ostatnia prosta przed maturami, rodzinnie spiętrzenie wizyt u lekarzy z mamą, wewnętrznie spowiedź i rekolekcje w Lbl - te kwiaty to dla nas na dzień kobiet rekolekcyjne właśnie
a w moim ogrodzie jeszcze nic, siwy mróz o porankach, zmarznięte ptaki chyba nawet porezygnowały na razie z gniazdowania - mozolnie grabię liście.
Czelendżowo w drodze do ogrodu, która ciągle jeszcze jest szaroburozielonkawa, a nie naprawdę zielona
uzbierałam co następuje:
na górze zeszłoroczny perz, tuż pod nim sczerwieniałe od mrozu listki szydlicy, na dole od lewej gałązki kwitnącego klonu srebrzystego, jasnota różowa (już kwitnie), zeszłoroczne łodygi kwitnącego szczawiu pozostałe po opadnięciu nasion i gwiazdnica, już kwitnąca. Na dole bazie leszczyny. Wszystko aktualnie grzecznie się suszy.
A zdjęcie z dekady hm



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.