Jestem zmęczona zadaniowością. Jeśli ktoś pamięta niezwykle intensywny czelendż 2025 z poprzedniego bloga, to nawet się nie zdziwi. :) Zadania zostawiam sobie na kolejny rok, a może na jeszcze kolejny. Tymczasem na rok 2026 zaplanowałam czelendż spacerowo-botaniczno-kreatywny.
Czelendż obejmuje (w planach) 4 elementy wykonywane 2 razy w każdym miesiącu. Po pierwsze, spacer (czyli dwa spacery na miesiąc, bliżej początku miesiąca i po połowie). Po drugie, zebranie 5-6 charakterystycznych dla czasu i miejsca roślin - takich, które łatwo na płasko zasuszyć, więc wszelkie jagody i owoce odpadają. Potem zasuszenie tych roślin między kartkami jakiejś starej książki. Starej, z makulaturowego papieru. Po trzecie, wykonanie "słoika" z części zasuszonych roślin - na pamiątkę, a także ułożenie części tych samych roślin w self-made kalejdoskopie (znowu - może pamiętają go czytelnicy starego bloga). Zdjęcia ze spaceru, zdjęcie zebranych roślin oraz zdjęcia "słoika", a także zdjęcia i film z kalejdoskopu będą zamieszczane w kolejnych wpisach na tym blogu jako hm dokumentacja czelendżu.
Robiąc ten czelendż chcę po pierwsze cieszyć się systematycznym spacerowaniem, choćby po ulicy i na krótkim dystansie. Po drugie, chcę zauważyć kolejno pojawiające się roślinki (i zmiany dominującej kolorystyki - tu ukłon w stronę Oli). Po trzecie, chcę zrobić kolekcję roślinek w "słoikach" - w sumie przewiduję 24 - i kolekcję zdjęć i filmików z kalejdoskopu, które, mam nadzieję, będą niezłą frajdą w wykonaniu i oglądaniu.
A więc. Pierwszy styczniowy spacer:
Zaśnieżoną ulicą do pracy. Spod śniegu sterczy sporo tak zwanych badyli:
Dominujące kolory: biały, beż, brąz, czerń.
Zebrane rośliny:
Pozostałości po krwawniku, marchwi dzikiej, bylicy pospolitej, jakiejś trawie, owoce jesionu, gałązki lipy. Suszą się.

Z radością odwzajemniam ukłon i życzę pięknych znalezisk botanicznych. Będę z zainteresowaniem oglądała 🤩
OdpowiedzUsuńsama jestem ciekawa, co mi z tego wyjdzie. :)
UsuńBylica wygląda szczególnie interesująco - taka srebrzysto fioletowa. Skąd pochodzi ten angielski tekst, który cytujesz w nagłówku bloga?
OdpowiedzUsuńU was też na pewno rośnie i teraz właśnie tak wygląda.
UsuńTekst to wiersz niejakiej pani Jenny Joseph, polubiłam go już na studiach - omawialiśmy go na literaturze na anglistyce, milion lat temu. Najbardziej mi się podoba pomysł na uczenie się plucia. :)