When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

Challenge 2026

08 stycznia 2026

czelendż 2026

 Jestem zmęczona zadaniowością. Jeśli ktoś pamięta niezwykle intensywny czelendż 2025 z poprzedniego bloga, to nawet się nie zdziwi. :) Zadania zostawiam sobie na kolejny rok, a może na jeszcze kolejny. Tymczasem na rok 2026 zaplanowałam czelendż spacerowo-botaniczno-kreatywny. 

Czelendż obejmuje (w planach) 4 elementy wykonywane 2 razy w każdym miesiącu. Po pierwsze, spacer (czyli dwa spacery na miesiąc, bliżej początku miesiąca i po połowie). Po drugie, zebranie 5-6 charakterystycznych dla czasu i miejsca roślin - takich, które łatwo na płasko zasuszyć, więc wszelkie jagody i owoce odpadają. Potem zasuszenie tych roślin między kartkami jakiejś starej książki. Starej, z makulaturowego papieru. Po trzecie, wykonanie "słoika" z części zasuszonych roślin - na pamiątkę, a także ułożenie części tych samych roślin w self-made kalejdoskopie (znowu - może pamiętają go czytelnicy starego bloga). Zdjęcia ze spaceru, zdjęcie zebranych roślin oraz zdjęcia "słoika", a także zdjęcia i film z kalejdoskopu będą zamieszczane w kolejnych wpisach na tym blogu jako hm dokumentacja czelendżu. 

Robiąc ten czelendż chcę po pierwsze cieszyć się systematycznym spacerowaniem, choćby po ulicy i na krótkim dystansie. Po drugie, chcę zauważyć kolejno pojawiające się roślinki (i zmiany dominującej kolorystyki - tu ukłon w stronę Oli). Po trzecie, chcę zrobić kolekcję roślinek w "słoikach" - w sumie przewiduję 24 - i kolekcję zdjęć i filmików z kalejdoskopu, które, mam nadzieję, będą niezłą frajdą w wykonaniu i oglądaniu. 

A więc. Pierwszy styczniowy spacer:




Zaśnieżoną ulicą do pracy. Spod śniegu sterczy sporo tak zwanych badyli:





Dominujące kolory: biały, beż, brąz, czerń.

Zebrane rośliny:


Pozostałości po krwawniku, marchwi dzikiej, bylicy pospolitej, jakiejś trawie, owoce jesionu, gałązki lipy. Suszą się. 

4 komentarze:

  1. Z radością odwzajemniam ukłon i życzę pięknych znalezisk botanicznych. Będę z zainteresowaniem oglądała 🤩

    OdpowiedzUsuń
  2. Bylica wygląda szczególnie interesująco - taka srebrzysto fioletowa. Skąd pochodzi ten angielski tekst, który cytujesz w nagłówku bloga?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U was też na pewno rośnie i teraz właśnie tak wygląda.
      Tekst to wiersz niejakiej pani Jenny Joseph, polubiłam go już na studiach - omawialiśmy go na literaturze na anglistyce, milion lat temu. Najbardziej mi się podoba pomysł na uczenie się plucia. :)

      Usuń

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.