w międzyczasie przeżyłam ostatnią szkolną wigilię. Nie że mam jakieś specjalnie słodkie i sentymentalne rozkminy w temacie ostatniej szkolnej wigilii w życiu, nie.
Porwał mnie szał sprzątania i u mamy w zasadzie już posprzątałam. Jutro ubiorę choinkę i muszę zająć się sprzątaniem u siebie, bo potem gotowanie, pieczenie i takie tam. Skończyły się też w międzyczasie parafialne rekolekcje adwentowe. Gdyby wszystkie dni były takie jak ostatni - warto by było chodzić. Tymczasem w dwa pierwsze dni 5/6 kazań skupiało się na naukowych (lub pseudonaukowych) wywodach o budowie wszechświata i ludzkiego ciała. Z tego co zrozumiałam, to rekolekcjonista wprawdzie wierzy, że ziemia jest okrągła, ale teorię ewolucji odrzuca. :P Zresztą zna ją tylko w XIX-wiecznym brzmieniu.
Zdjęcie dekady:










