When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

Challenge 2026

30 listopada 2025

koniec listopada

 ufff ani jednego listopada w pracy więcej, proszę. Dni strasznie krótkie i nawet jak jest widno, to jest ciemno. Koncentracja na poziomie poniżej zera absolutnego, mylę wszystko, co można pomylić, męczę się strasznie i odliczam dni - na początek do wiosny. 

Zdjęcie dekady:


czyli szlumbergery jednak zdecydowały się kwitnąć w listopadzie. Obawiam się, że większość w tym roku będzie biała, kolorowe jakoś ciężko przeżyły lato. I nadal marzę o żółtej...

24 listopada 2025

pierniki część pierwsza

 czyli dziś przygotowałam przyprawę do pierników

i zagniotłam ciasto


które przynajmniej tydzień poleży pod ściereczką w kuchni.


I pokonałam już jedną trzecią roku szkolnego, chwała Bogu.

20 listopada 2025

dwie trzecie listopada

 za mną. I coraz dobitniej czuję, jak bardzo mam już dość pracy i ile spraw, które dotąd były normalne, zaczyna mnie strasznie fffkurzać. Choćby zapowiedziane (i pierwotnie planowane na sobotę) szkolenie. Roboczo przenieśliśmy je na któryś piątek po południu i szczerze się cieszę, że to może być moje ostatnie takie szkolenie.

Zrobiłam też dwa szkolenia internetowe - i o ile jedno z nich było w miarę życiowe, drugie mnie pokonało założeniem, że jeśli pokażemy coś dzieciakom jako animację komputerową, to na pewno zrozumieją to lepiej niż gdybyśmy im to tłumaczyli w jakikolwiek inny sposób. Przykład? Żadne dziecko nie zrozumie, że I can swim znaczy: umiem pływać, jeśli nie zobaczy przy tym prymitywnego filmiku z pływającym gostkiem. Naprawdę?

Poza tym przeczytałam czwarty tom wiadomej babskiej serii.



Tom zapowiada się lepiej niż kończy. Bohater, a właściwie antybohater, do przedostatniej strony jest złem wcielonym i gdyby ktoś kiedyś robił kasting na antychrysta, miałby spore szanse. I autorka niepotrzebnie podkreśla to na co piątej stronie. Komentarze typu "nie wiedział, że wpuszcza pod swój dach diabła" wstawiane co i rusz chyba tylko poddają w wątpliwość inteligencję czytelnika.

Szkoda, że gdzieś po drodze zginął wątek: kiedy umrę, udowodnię ci, że po śmierci coś jest. Do ostatniej kartki czekałam, że może udowodni :P. Poza tym świat przedstawiony w "Kwiecie lotosu" jest naprawdę paskudny i doprawdy nie warto w nim żyć. Ciekawym motywem jest tytułowy lotos, chyba ostatni etap w poszukiwaniach głównego antybohatera, ok, przedostatni, jeśli liczyć mistyczne nawrócenie opisane na pożegnanie z książką. Pierwszym etapem jest czysta filozofia i nauka, drugim - zemsta, trzecim - szukanie zaspokojenia każdego ze swoich pragnień. I tu mamy symbol zrywanych kwiatów lotosu, ale za to płaci się, jak się wydaje, śmiercią. Albo może nawróceniem. Nie wiem, co gorsze. 

W sumie w moich prywatnych rankingach książka na 3 z dużym plusem. I może dlatego nie zyskała nigdy szerszej popularności. No i poza tym, bajki nie mogą mieć tak negatywnego wydźwięku przecież. P


OK. Jeszcze zdjęcie dekady:



15 listopada 2025

połowa listopada

 i w końcu posprzątałam ogród.


Niezmiennie zmagam się z objawami menopauzy i w przypływie rozpaczy zaprojektowałam nawet dom :P dla baby w okresie okołomenopauzalnym :P. Po pierwsze, WC en-suite do absolutnie każdego pomieszczenia w domu. Po drugie, w łazience ogromna apteczka na środki przeciwbólowe, w tym od bólu głowy, brzucha, kości, stawów i d*. Po trzecie dwie szafy, jedna na ciuchy w mniejszym rozmiarze, a druga na ciuchy większe, gdyby któregoś poranka okazało się, że z powodu postępującej hydropuchliny normalne ciuchy nie wchodzą. Po czwarte, lodówka zamykana na kłódkę i dobrze strzeżony klucz  - poza godzinami posiłków. Przydałaby się też jakaś dobrze wyposażona siłownia do spalania kilogramów przybywających od patrzenia na świat i z dużym workiem treningowym, który można by było pobić w chwilach przepięcia bez szkody dla świata. I jakże mogłabym zapomnieć - w każdym pomieszczeniu klimatyzacja reagująca NATYCHMIAST na aktualną temperaturę ciała, nie otoczenia, nie. A w łóżku inteligentna pościel, ogrzewająca lub ochładzająca w zależności od powyższego. :P

A poza tym to menopauzę trzeba pokochać, bo nic z nią nie zrobisz. 

11 listopada 2025

jedna trzecia listopada

 za mną. Zdjęcie dekady:


I myślę, że to już ostatni raz, kiedy nie miałam czasu ani sprzątnąć na cmentarzach, ani porządnie i spokojnie odwiedzić cmentarzy, bo byłam w pracy. 

07 listopada 2025

we wszystkich klasach

 skończyłam dział drugi z ośmiu. Czyli jedna czwarta za nami. 

Nie wiem, czy w tym roku mam jakieś wybitnie niedobre dzieciaki, czy mam już tak bardzo dość, że fffkurzają mnie rzeczy, na jakie przedtem nie zwracałam uwagi. No ale mnie fffkurzają. 

02 listopada 2025

Wszystkich Świętych i Zaduszki

 Tęsknię za czasami, kiedy spotykaliśmy się całą (jeszcze żywą :P) rodziną na cmentarzu. Do czasów ziemnych mogił strojonych krzyżykami z owocków dzikich róż i wianuszkami z mchu i barwinka. Teraz cmentarze stały się zbiorowiskiem betonowych bunkrów.


A ja bym chciała, żeby po prostu zakopali mnie w ziemi i przysypali ziemią. Bo kocham tą ziemię, no. Betonu nie kocham. Ani granitu, ani nawet marmurów.