za mną. I coraz dobitniej czuję, jak bardzo mam już dość pracy i ile spraw, które dotąd były normalne, zaczyna mnie strasznie fffkurzać. Choćby zapowiedziane (i pierwotnie planowane na sobotę) szkolenie. Roboczo przenieśliśmy je na któryś piątek po południu i szczerze się cieszę, że to może być moje ostatnie takie szkolenie.
Zrobiłam też dwa szkolenia internetowe - i o ile jedno z nich było w miarę życiowe, drugie mnie pokonało założeniem, że jeśli pokażemy coś dzieciakom jako animację komputerową, to na pewno zrozumieją to lepiej niż gdybyśmy im to tłumaczyli w jakikolwiek inny sposób. Przykład? Żadne dziecko nie zrozumie, że I can swim znaczy: umiem pływać, jeśli nie zobaczy przy tym prymitywnego filmiku z pływającym gostkiem. Naprawdę?
Poza tym przeczytałam czwarty tom wiadomej babskiej serii.
Tom zapowiada się lepiej niż kończy. Bohater, a właściwie antybohater, do przedostatniej strony jest złem wcielonym i gdyby ktoś kiedyś robił kasting na antychrysta, miałby spore szanse. I autorka niepotrzebnie podkreśla to na co piątej stronie. Komentarze typu "nie wiedział, że wpuszcza pod swój dach diabła" wstawiane co i rusz chyba tylko poddają w wątpliwość inteligencję czytelnika.
Szkoda, że gdzieś po drodze zginął wątek: kiedy umrę, udowodnię ci, że po śmierci coś jest. Do ostatniej kartki czekałam, że może udowodni :P. Poza tym świat przedstawiony w "Kwiecie lotosu" jest naprawdę paskudny i doprawdy nie warto w nim żyć. Ciekawym motywem jest tytułowy lotos, chyba ostatni etap w poszukiwaniach głównego antybohatera, ok, przedostatni, jeśli liczyć mistyczne nawrócenie opisane na pożegnanie z książką. Pierwszym etapem jest czysta filozofia i nauka, drugim - zemsta, trzecim - szukanie zaspokojenia każdego ze swoich pragnień. I tu mamy symbol zrywanych kwiatów lotosu, ale za to płaci się, jak się wydaje, śmiercią. Albo może nawróceniem. Nie wiem, co gorsze.
W sumie w moich prywatnych rankingach książka na 3 z dużym plusem. I może dlatego nie zyskała nigdy szerszej popularności. No i poza tym, bajki nie mogą mieć tak negatywnego wydźwięku przecież. P
OK. Jeszcze zdjęcie dekady: