When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

Challenge 2026

26 października 2025

o czytadłach, z naciskiem na Andersena

 Kolejny tom Rodziewiczównej przeczytany.


Jak na razie na liście przebojów zajmuje miejsce ostatnie. Bohater jest raczej antybohaterem, zdradza swoją ziemię, wiary dochowuje jedynie swojemu cudacznie rozumianemu honorowi. Świat jest pokręcony i zły, Sodoma bez jednego sprawiedliwego.


Kolejną pozycją na liście czytelniczej są Baśnie Andersena. 


Przedziwnie podobne w ukazaniu opisywanego świata: u Andersena nie warto liczyć na dobre zakończenie historii, częściej się nie zdarzy, niż zdarzy. Świat częściej niż rzadziej jest okrutny i zły. Opis warstwy arystokracji - jak choćby w Świniopasie - wypisz-wymaluj jak w Magnacie Rodziewiczówny. Obawiam się, że u Andersena ucieka mi wiele gierek słownych, kontekstów sytuacyjnych i sformułowań zrozumiałych tylko dla Duńczyków, a może szerzej: dla Skandynawów. Mi się zapala lampka, że autor miał na myśli, ale nie potrafię odszyfrować co.

Mój mózg zalicza Baśnie Andersena do tej samej szufladki, co szwedzką Cudowną podróż - jeśli ktoś ją zna i pamięta. Jakoś mi się nakłada sposób rozumowania i sposób narracji. Nawet jeśli w Cudownej podróży nie ma Boga.

U Andersena - jak i u Rodziewiczówny - Bóg jest. Z tym, że Boga Rodziewiczówny mniej więcej znam. Boga Andersena zgaduję. To Bóg Dziewczynki z zapałkami, chyba bliskiej krewnej Kopciuszka - z tym, że u Andersena dobre zakończenie występuje chyba nawet rzadziej niż u braci Grimm). To Bóg starego dębu, co śnił sen życia w wigilijną noc (motyw Wigilii i Bożego Narodzenia wraca Bajkach często) - i to jest ostatnia noc jego życia. To Bóg, który ukarał złego księcia ukąszeniem komara, i który w końcu zlitował się nad dziewczyną, co podeptała chleb. BTW w tej bajce Andersen wyraźnie opisał czyściec. Nieźle jak na protestanta. Co ciekawe, opisuje też kościoły pod wezwaniem przeróżnych świętych - i jakie to nieprotestanckie.

I tak, zgadzam się, że większości bajek Andersena dzieci czytać nie powinny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.