Kolejny tom Rodziewiczównej przeczytany.
Jak na razie na liście przebojów zajmuje miejsce ostatnie. Bohater jest raczej antybohaterem, zdradza swoją ziemię, wiary dochowuje jedynie swojemu cudacznie rozumianemu honorowi. Świat jest pokręcony i zły, Sodoma bez jednego sprawiedliwego.
Kolejną pozycją na liście czytelniczej są Baśnie Andersena.
Mój mózg zalicza Baśnie Andersena do tej samej szufladki, co szwedzką Cudowną podróż - jeśli ktoś ją zna i pamięta. Jakoś mi się nakłada sposób rozumowania i sposób narracji. Nawet jeśli w Cudownej podróży nie ma Boga.
U Andersena - jak i u Rodziewiczówny - Bóg jest. Z tym, że Boga Rodziewiczówny mniej więcej znam. Boga Andersena zgaduję. To Bóg Dziewczynki z zapałkami, chyba bliskiej krewnej Kopciuszka - z tym, że u Andersena dobre zakończenie występuje chyba nawet rzadziej niż u braci Grimm). To Bóg starego dębu, co śnił sen życia w wigilijną noc (motyw Wigilii i Bożego Narodzenia wraca Bajkach często) - i to jest ostatnia noc jego życia. To Bóg, który ukarał złego księcia ukąszeniem komara, i który w końcu zlitował się nad dziewczyną, co podeptała chleb. BTW w tej bajce Andersen wyraźnie opisał czyściec. Nieźle jak na protestanta. Co ciekawe, opisuje też kościoły pod wezwaniem przeróżnych świętych - i jakie to nieprotestanckie.
I tak, zgadzam się, że większości bajek Andersena dzieci czytać nie powinny.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.