When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

Challenge 2026

26 sierpnia 2025

i już

 się o mnie zaczynają upominać. Już siedzę w maturach i analizuję majowe wyniki, już szefowa wydzwania z prośbą o prace porządkowe, za pasem rada i  takie tam przyjemności. Jeszcze nawet nie mam nadziei, że to ostatni raz, myślę, że za rok jeszcze będzie to samo. Ale za rok już nie będę może się szykować na kolejny cały rok walki. :P Tymczasem na dworze ciągle zimno, a zapowiadają dwa dni nagłych upałów z równie nagłym ochłodzeniem i już mnie na samą myśl gardło pobolewa. Na targu pojawiły się pierwsze antonówki, trzeba będzie z parę kilo usmażyć. I dopilnować węgierek.

Jedną z niewielu rzeczy, które prawie udało mi się w te wakacje zrobić, było uporządkowanie przepisów w jeden zeszyt, w dodatku taki, żeby dało się go otwierać i żeby sam się nie zamykał, jak większość zeszytów. I żeby dało się alfabetycznie dokładać kartki. A więc segregator.



Jeszcze parę przepisów trzeba wpisać i parę zdjęć dokleić, ale większość roboty zrobiłam.

Inne prace zaplanowane na wakacje z zasady leżą i kwiczą, i będą kwiczeć do kolejnych wakacji. Miałam posprzątać, powyrzucać trochę niepotrzebnych pracowych gratów, trochę powyszywać, zmniejszyć tzn. głównie skrócić :P kilka ciuchów, uporządkować zalegające na twardym dysku zdjęcia. I co? I nic. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.