rzadko i z doskoku, ale czytam.
Tą właśnie książkę poznałam w wieku jakichś sześciu lat. Tata nagrał mi ją (czytaną przez siebie) na taśmę do magnetofonu szpulowego i słuchałam jej na okrągło może z milion razy. Teraz, kiedy sama czytam, słyszę głos i intonację taty.
I to było moje bodaj pierwsze spotkanie z Biblią. Spotkanie, które pamiętam żywo do dziś i które do dziś we mnie pracuje.
Śmieszne, że w takiej książce, w dodatku napisanej przez pana komunistę, sekretarza partii i w ogóle jakąś ogólnie ciekawą postać > google: Stanisław Stampf'l. A jednak.
Teraz czytam po wielu, wielu latach i bawię się świetnie. Bo Autor nie wiedział, czym są opuncje (chyba myślał, że kolczastymi krzewami jak tanina?) i nie miał pojęcia, co ma w środku orzech kokosowy ani z czego właściwie wytłacza się ten olej. Myślał, zdaje się, że z pestek :P. Poza tym pomysł, że jeden nóż (składany) wystarczy na kilka naście lat nieustannego wszechstronnego użytkowania (ze ścinaniem drzew włącznie) dziś wydaje mi się nieco kosmiczny.
A w ogóle to mam naprawdę dużo frajdy z czytania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uprzejmie proszę jakoś podpisywać komentarze. Istnieje ryzyko, że niepodpisane komentarze będę konsekwentnie ignorować.