When I am an old woman I shall wear purple With a red hat which doesn’t go, and doesn’t suit me. And I shall spend my pension on brandy and summer gloves And satin sandals, and say we’ve no money for butter. I shall sit down on the pavement when I’m tired And gobble up samples in shops and press alarm bells And run my stick along the public railings And make up for the sobriety of my youth. I shall go out in my slippers in the rain And pick the flowers in other people’s gardens And learn to spit.
You can wear terrible shirts and grow more fat And eat three pounds of sausages at a go Or only bread and pickle for a week And hoard pens and pencils and beermats and things in boxes.
But now we must have clothes that keep us dry And pay our rent and not swear in the street And set a good example for the children. We must have friends to dinner and read the papers.
But maybe I ought to practise a little now? So people who know me are not too shocked and surprised When suddenly I am old, and start to wear purple.

ten blog

Ten blog powstał z tęsknoty za emeryturą :), jako przygotowanie i może trochę oswojenie się z nowym etapem życia. A jednocześnie z tęsknoty za tym, co już było - dawno, dawno temu, kiedy byłam bardzo małą dziewczynką.
I z fascynacji stylem życia moich babć, które miały wtedy może tyle lat, co ja teraz. O ile to możliwe, chciałabym ten styl naśladować i trochę kontynuować.
I o tym właśnie jest ten blog.

05 lutego 2026

początek lutego

 czyli śnieg, mróz i zima, którą jestem już trochę zmęczona - chociaż ok, ładnie jest.




Dziś zaczęło się toto topić, ale topi się póki co powoli i spokojnie, bez wielkich powodzi czy gołoledzi. 

W szkole skończyłam we wszystkich klasach dział numer 4 (z 8 - czyli jestem na regulaminowej półroczowej połowie). Odbyło się też ostatnie semestralne zebranie z rodzicami. W tle gdzieś przesuwa mi się jakaś jedna czy druga niezwykle roszczeniowa mama, no ale jestem w stanie to znieść - może ldatego, że mam nadzieję, że to już ostatni raz.

W domu... hm... w domu:


Kiełki rosną i nie mogę się doczekać, aż wyrosną do wielkości konsumpcyjnej. Mój organizm czuje wielkie zmęczenie (teraz powinny być ferie, nie za 10 dni!) i ogromny brak witamin. No ale muszę jeszcze parę dni poczekać.

Kryształy hm. Na pierwszym planie słoik z kwaskiem cytrynowym, w którym nic się nie dzieje  - muszę kupić ze 3 paczki kwasku i dosycić roztwór.


Z tyłu roztwór soli i cukru w herbacie i w wodzie.


W roztworze w wodzie kryształki zaczynają się osadzać także na dnie.



W roztworze w herbacie osadza się głównie herbaciany osad. 



A to słoik z nasyconym roztworem sody. Wystarczyło tej sody nadspodziewanie mało, tylko paczka i trochę. To, co się wytrąca, jest dziwne. :) Bardzo hm żywe. :P


Mam wrażenie, że wytrącone grudki czy kryształki nadal przeprowadzają jakieś chemiczne reakcje i potrafią pękać, spadać na parapet, wyrastać na zewnątrz słoika. 


W sumie eksperyment ciekawy, polecam. 

Dziś wracając z pracy wyciągnęłam z topniejącego śniegu pięć roślin:


Na górze gałązka obrośnięta porostami, na dole nasiona klonu jesionolistnego, gałązka derenia, gałązka świerka i gałązka z liśćmi ligustru. Ligustr sczerniał, ale liście są i w czasie odwilży widać je coraz wyraźniej. Flora wylądowała w książce do suszenia roślin - zaiste nie nadającej się do niczego innego. :P Za kilka dni czelendżu dalszy ciąg.